Zeszła środa była dniem wyjątkowym. Choć nie było mnie w Fundacji, to i tak bardzo dużo się działo. Pod moją nieobecność odwiedziła moje podwoje Tamara, i wraz ze swoimi Wolontariuszkami z Liceum Marii Magdaleny, Julią i Zofią, przesegregowały kolejną partię ubrań, które zebraliśmy od Państwa w ciągu roku. Ubrania kobiece i dziecięce już w przyszłym tygodniu trafią na dalsze miejsce zbiórki, skąd powędrują do Polonii mieszkającej na Ukrainie. Nie przewidywałem, że zbierzemy od Państwa aż tyle, i że aż tyle dobrego uda nam się zrobić. Dziękuję!
Dziś ponownie odwiedzili mnie przyjaciele z „Pro Publico – w służbie ubogim”. Maciej Białka wraz z podopiecznymi już drugi raz poświęcili swój czas, aby bezinteresownie pomóc z segregacją ubrań. Ubrania zbieraliśmy od Państwa, od wszystkich ludzi dobrego serca, przez większość roku razem z Zupa Wolności. Zostały nam jednak bardzo duże ilości ubrań kobiecych i dziecięcych, które nie mogą się przecież zmarnować. Powoli jednak udaje nam się „odgruzować” teren fundacji. W przyszłym tygodniu ubrania powinny trafić już do ludzi dobrej woli, którzy przekażą je dalej do Polonii żyjącej na Ukrainie. Niewiele nam już zostało. W końcu musimy przygotować salę na kolejny „Spektakl rozmaitości”, który będzie miał miejsce pod koniec przyszłego miesiąca.
Serdecznie pozdrawiam, Jacques de Chiffon
ps. Specjalne podziękowania dla Ryszarda Koniecznego – jesteś prawdziwym tytanem pracy!
Miałem dziś ogromną przyjemność gościć w siedzibie fundacji Macieja Białkę z Fundacji „Pro Publico – w służbie ubogim”. Maciej odwiedził mnie wraz ze swoimi podopiecznymi i razem zajęliśmy się segregacją ogromnej ilości ubrań, które otrzymaliśmy od Państwa na zbiórkach organizowanych wraz z Zupa Wolności. Zwykle zbieramy ubrania męskie, jednak w większej mierze otrzymujemy damskie i dziecięce. Roboty jest więc co nie miara, bo ubrania nie mogą się przecież zmarnować. Wszystkie nadwyżki trafią, dzięki uprzejmości dobrych ludzi, do Polonii mieszkającej na Ukrainie. A o tym więcej szczegółów już za jakiś czas.
Panowie byli fantastyczni. Szybko i sprawnie poradzili sobie z dzisiejszym zadaniem i myślę, że jeszcze trochę i uda nam się skończyć. Choć to wyświechtane, to serce jednak rośnie. Bo jak to sami stwierdzili: „lepsze to, niż szwendać się po ulicach”. Dziękuję wam!
Dzień dobry! Zeszły piątek minął nam w Środowiskowym Domu Samopomocy „Ognik” pracowicie. Ponownie w dwuosobowym składzie – ja oraz felinoterapeutka Monika Góralska. Tym razem podzieliliśmy się jednak na grupy. Ja zająłem się muzykoterapią, a w pomieszczeniu obok Monika wraz z kotką Mirrą prowadzili kocie zajęcia. Po doświadczeniach z ostatniej arteterapii, tym razem postawiłem na ambientowe dźwięki instrumentów, tak aby wprowadzić Uczestników w stan medytacji. No i nie spłoszyć kota! I udało się. Jedna z terapeutek prawie odpłynęła na kanapie w rytm relaksującej muzyki. Monika natomiast wiodła prym w sali obok. Mirra zahipnotyzowała wszystkich uczestników swoim wspaniałym usposobieniem i futrzastym ogonem. W pewnym momencie położyła się na stole, a Uczestnicy, ku jej zadowoleniu, obłożyli ją plastikowymi grzybkami, w końcu jest jesień.
Udało nam się wszystkich trochę wyciszyć, co nie zawsze jest łatwe, kiedy w środku niepełnosprawnych ciał buzują emocje, które tak trudno jest wypowiedzieć na zewnątrz. Ale można wyrazić. Próbując uderzyć pałeczką w elektroniczną perkusję, lub po prostu głaszcząc kota. Wtedy świat przez chwilę wydaję się lepszym miejscem, pełnym wyrazu.
Wczoraj dotarła do nas bardzo smutna wiadomość o śmierci Asi Nowackiej. Naszej Asi.
Wydaje się to tak absurdalne i niezrozumiałe, że trudno napisać coś sensownego. Wiemy tylko tyle, że Asia od miesiąca podróżowała z przyjaciółmi po Francji. Utonęła w czwartek 10 października w Carcans, choć była dobrą pływaczką, przegrała w walce z oceanem. Na ostatnim zdjęciu zrobionym przez jej przyjaciół na plaży widać jej pełną radości, piękną twarz. Pisała nam, że jest w najszczęśliwszym momencie swojego życia, odnalazła spokój, sens, radość.
Promieniała.
To, że dziś jesteśmy razem na dworcu zawdzięczamy jej pozytywnemu szaleństwu. To ona pojechała do Krakowa w swojej różowej czapce, by dowiedzieć się, jak się robi zupę od Zupy na Plantach. I potem razem z Jerzym wydała pierwszą Zupę Wolności.
Nie chciała na nic czekać. Żyła tu i teraz.
Zawsze na „pełnej petardzie, z odwagą, intensywnie. Jej krótkie życie pełne było ludzi, podróży, doświadczeń, które mogły wypełnić kilka życiorysów. Była wolnym duchem, kolorowym, pięknym człowiekiem.
Asiu, nie żegnamy się.
Wierzymy, że jesteś z nami,
Zawsze będziesz miała 25 lat.
Zawsze będzie z nami Twój uśmiech.
Zawsze będzie nam przypominał, że życie ma sens wtedy, gdy dzielimy je z innymi.
Dziś, w czasie Zupy Wolności, uczcimy pamięć Asi chwilą ciszy.
Zeszły piątek minął w Środowiskowym Domu Samopomocy „Ognik” pod znakiem Kota. A właściwie Kotki i to nie takiej zwyczajnej. Kotka Mirra to niebywały czworonóg, specjalnie wytresowany przez Monikę Góralską do prowadzenia zajęć felinoterapeutycznych.
Miałem niezwykłe szczęście – Monika pozwoliła mi zostać jej asystentem na zajęciach z Uczestnikami „Ognika” i tak mogłem dowiedzieć się trochę w temacie terapii z udziałem Kota. Mirra jest przede wszystkim niebywale spokojna, cierpliwa, nie ma w sobie cienia agresji, której niektórzy u kotów mogliby się spodziewać. Znalazła w sobie chęć, aby podzielić się swoim ciepłem i mruczeniem z każdym, kto tylko miał ochotę ją pogłaskać.
Sama felinoterapia jest formą zooterapii. Polega nie tylko na kontakcie fizycznym ze zwierzęciem, ale nawet na jego samej obserwacji. Wpływa to na poprawę nastroju, obniża poziom lęku, zmniejsza poczucie samotności. U osoby terapeutyzowanej wydzielają się endorfiny, stymulowany jest układ odpornościowy i wiele innych. Felinoterapię wykorzystuje się do usprawniania osób starszych, niepełnosprawnych i niedołężnych, a także niepełnosprawnych fizycznie i psychicznie dzieci.
Monice serdecznie dziękuję, pozostając pod ogromym wrażeniem umiejętności zarówno jej, jak i kotki Mirry.
Mieliśmy ogromną przyjemność wystawić wspólne stoisko Jacka z Szafy i Zupy Wolności na festynie rodzinnym zorganizowanym przez Środowiskowy Dom Samopomocy „Ognik” na ulicy Marcelińskiej 58 w Poznaniu – serdecznie dziękujemy za taką możliwość! Na straganie do kupienia były darowane przez dobrych ludzi książki, płyty, filmy, obrazy, a to wszystko jak zwykle za „co łaska”. Wolontariusze z piątego liceum na Wildzie wspaniale obsługiwali stoisko. Nie zabrakło także Zupowego Wolontariusza Tomasza, który sprzedał najwięcej! Na potrzeby najuboższych podopiecznych Zupy Wolności udało nam się zebrać niemałą kwotę, która starczy na pewno na kilka spotkań na Dworcu Letnim. Oprócz tego naszemu stoisku towarzyszyły niezawodnie bańki mydlane.
Dziękujemy wszystkim, którzy podeszli, porozmawiali, zainteresowali się naszą działalnością. Dziękujemy oczywiście także wszystkim, którzy wykazali się hojnością!
Będąc prezesem fundacji „Jacek z Szafy”, z ogromnym smutkiem przyjąłem rezygnację Agnieszki Ostrowskiej z funkcji wiceprezesa. Jednocześnie chciałem podziękować za dotychczasowy wkład Agnieszki w całe przedsięwzięcie, za dobre serce i pozytywną energię, dzięki którym wszystkie nasze wspólne projekty zyskiwały jakość, której samodzielnie bym nie był wstanie wypracować.
Tymczasem „Jacek z Szafy” będzie funkcjonował dalej, póki co w jednoosobowym składzie. Wszystko jeszcze jest możliwe. Dopóki starczy sił i chęci!
Kochani! Tak jak w zeszłym roku szykujemy świąteczną pomoc dla Ukrainy. Dla osób najbardziej potrzebujących: przede wszystkim kobiet i dzieci. Nasz magazyn zasypany jest ubraniami i pęka w szwach, ale niestety brakuje nam rąk do pracy…
Jeśli masz ochotę zrobić coś naprawdę fajnego, wpadnij do nas do Przeźmierowa, do siedziby fundacji Jacka z Szafy. Już w najbliższą niedzielę 29 września od godziny 15:00 jak zawsze będziemy przygotowywać kanapki dla osób ubogich, jednak naszym głównym celem będzie segregacja ubrań dla naszych Ukraińskich przyjaciół. Pomożesz? Bardzo prosimy!
Po letnim lenistwie Jacek z Szafy powraca wraz z nowym rokiem szkolnym! Tym razem podszedłem do tematu muzykoterapii, do czego przymierzałem się już od dłuższego czasu. Dziś właśnie odbyły się debiutanckie zajęcia. Nie ukrywam, że byłem poddenerwowany, ale na szczęście całkiem niepotrzebnie. Oddałem do dyspozycji Uczestników Środowiskowego Domu Samopomocy „Ognik” przeróżne instrumenty: perkusję, klawisze, gitarę, djembę, tamburyny i oczywiście mikrofon. I okazało się, że powstała kakofonia dźwięków, choć mogła się wydawać trudna do zniesienia, była wspaniałą możliwością wydobycia z Uczestników wspaniałej energii, emocji i radości. Był to prawie trzygodzinny koncert, na którym każdy miał możliwość spróbowania swoich sił na na dostępnych instrumentach. Nie ukrywam, że muzyka była bardzo intensywna, ale pozwoliło to każdemu na twórcze wyżycie się, gdzie znajomość gry na instrumencie nie jest specjalnie potrzebna, a na pierwszym miejscu stoją chęci. Po muzykowaniu zapanowała w Ośrodku niesamowita cisza, spokój i wręcz namacalne harmonia. Myślę, że każdy pozwolił sobie na to, aby się kreatywnie spełnić.
Serdecznie pozdrawiam,
Jacques de Chiffon
ps. A co niektórzy terapeuci pouciekali! Ale to dobrze, ponieważ przynajmniej sobie choć trochę odpoczęli.